Strona główna » Dla taty » Tata kangur

Tata kangur

Dzieci są dużo spokojniejsze, nie płaczą – mówi dr Bernatowicz-Łojko. – Zauważają to też tatusiowie. Mówią: Jak wziąłem je na ręce, to przestało płakać, uspokoiło się. W Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Toruniu od ponad roku dzieci urodzone cięciem cesarskim trafiają zaraz po urodzeniu wprost w ramiona ojców.


W toruńskim Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym dzień jak co dzień. W położniczej izbie przyjęć gwarno. Większość pacjentek jest w zaawansowanej ciąży. Jedna za drugą znikają za drzwiami gabinetu. Z jakieś sali dobiega dźwięk równomiernego bicia serca nienarodzonego dziecka, położne spieszą się z dokumentami. Kilka pięter wyżej jest już dużo ciszej. Tu na oddziale ginekologiczno-położniczym minuty płyną wolniej, nikt się nie spieszy. Jest ciepło i cicho. Nadzwyczaj cicho. Czasem zza jakichś drzwi dobiega jedynie delikatne kwilenie noworodka.

Ale nie zawsze tak było. 20-30 lat temu płacz noworodków dużo częściej rozlegał się na szpitalnym korytarzu. Dzieci tuż po urodzeniu zabierane były na oddział noworodkowy i lądowały w ramionach stęsknionych mam tylko na czas karmienia. Płakały przeraźliwie leżąc samotnie w szpitalnych łóżeczkach. Tata widział potomka często dopiero w dniu wypisu ze szpitala.

To już tylko wspomnienie. Kiedy w latach dziewięćdziesiątych pod patronatem Światowej Organizacji Zdrowia i UNICEF-u rozpoczęła się w Polsce akcja „Szpital Przyjazny Dziecku”, przyszły pierwsze zmiany. Pojawiło się „rooming-in” i łóżeczka na stałe zagościły w salach poporodowych. Zaczęto promować karmienie naturalne jako najlepsze dla matki i dziecka. Dziś te standardy nikogo już nie dziwią. Toruński szpital poszedł jednak o krok dalej – nie tylko wprowadził kangurowanie noworodka, ale zaprosił do niego również ojców.

Blisko, jak najbliżej!

– Jednym z elementów realizacji programu „Szpital Przyjazny Dziecku” jest zapewnienie noworodkowi zaraz po porodzie kontaktu „ciało do ciała”,  najlepiej do mamy – mówi dr Urszula Bernatowicz-Łojko, neonatolog i pediatra z toruńskiego Szpitala Zespolonego. – Po porodzie fizjologicznym nie ma z tym kłopotu i większość dzieci w naszym szpitalu kładziemy na brzuchu, klatce piersiowej mamy. Dużo większym problemem jest  poród przez cięcie cesarskie – wyjaśnia. – Mama przebywa na bloku operacyjnym i nie zawsze jest to takie łatwe, by położyć dziecko na klatce piersiowej mamy. Często to kwestia dobrej woli i zmian organizacyjnych, które w większości szpitali, jeśli nie we wszystkich, są możliwe do przeprowadzenia. Tylko trzeba zrozumieć, dlaczego to jest takie ważne.

Pierwszy kontakt „skóra do skóry” ma ogromne znacznie zarówno dla emocji, więzi między rodzicami a dzieckiem, ale również z czysto medycznego punktu widzenia. Dziecko rodzi się jako istota jałowa i poprzez pierwszy kontakt ze skórą matki czy ojca zostaje skolonizowane drobnoustrojami, które są rodzicom i dziecku znane oraz  które są ich codziennym środowiskiem.
– W szpitalu obowiązują zasady antyseptyki, ale mimo to  bakterie i inne drobnoustroje są obecne w środowisku szpitalnym – tłumaczy dr Bernatowicz-Łojko. – Jeśli położymy dziecko na szpitalnym łóżeczku czy stoliku, to istnieje dużo większe ryzyko, że drobnoustroje, które skolonizują dziecko będą pochodzenia szpitalnego. Potrzeba wówczas dużo więcej czasu, żeby mama, która przebywa w tym środowisku z dzieckiem, nauczyła się bronić przed nimi i wsparła swoje nowo narodzone dziecko odpowiednimi przeciwciałami.

To jeden z powodów, dla którego nowo narodzone dziecko w toruńskim szpitalu na Bielanach ląduje w bezpiecznych ramionach rodziców. Kolejna ważna sprawa to stymulacja ciała dziecka.
– Materac ma temperaturę pomieszczenia. Nawet, jeśli jest sztucznie podgrzewany na stanowisku grzewczym, warunki te i tak nie są naturalne – przekonuje dr Bernatowicz-Łojko. – Natomiast ciało mamy lub taty ma temperaturę optymalną, czyli ok. 37 stopni. Poza tym ciągle pulsuje. Naczynia żylne, tętnicze pracują, krew nieustannie krąży, w związku z tym zachodzi bardzo subtelny, delikatny masaż ciała dziecka, bodźcowanie, stała stymulacja receptorów na skórze malucha pobudzają go do lepszej aktywności i adaptacji. Kiedy nowo narodzone dziecko jest poza ramionami rodziców, jest zdane jedynie na sprzęt, na łóżeczko, czyli na kompletnie martwą naturę – dodaje.

Za kangurowaniem przemawia też korzyść, jaka płynie z niego dla karmienia piersią. Pierwsze dwie godziny życia to czas wzmożonej aktywności noworodka i moment, kiedy odruch ssania jest u niego bardzo silny. Maluch instynktownie szuka piersi mamy, podpełza do niej. To właśnie wtedy powinno odbyć się pierwsze karmienie piersią. I nawet jeśli będzie to tylko stymulacja brodawki mamy (lub taty!), to okazuje się, że chwila ta decyduje często o prawidłowości laktacji w późniejszym czasie.
– Z badań naukowych wynika, że jeśli dziecko zassało pierś podczas pierwszego kontaktu z matką, wtedy kiedy jest bardzo aktywne, przełożyć się to może na długość karmienia w ogóle – wyjaśnia dr Bernatowicz-Łojko. – Dzieci, które nie były przystawione bezpośrednio po porodzie, które kontaktowały się z mamami nawet kilka godzin po nim, albo czasem nawet po kilku dniach, są statystycznie , niestety, krócej karmione przez swoje mamy, które łatwiej z niego rezygnują, szybciej przechodzą na mieszanki.

Przestało płakać, gdy wziąłem je na ręce

Sprawę komplikuje cięcie cesarskie. Dotychczas, kiedy mama leżała jeszcze na sali operacyjnej, maluch mniej lub bardziej cierpliwie czekał na nią nawet kilkadziesiąt minut na oddziale noworodkowym. Bez szans na bliskość, ciepło ludzkiego ciała i dobroczynny dotyk. Lekarze z bielańskiego szpitala w Toruniu znaleźli więc rozwiązanie pośrednie – tatę i jego otwarte ramiona.
– W naszych warunkach szpitalnych dziecko wydobywane jest z brzucha mamy na sali operacyjnej. Następnie na stanowisku noworodkowym jest ważone i mierzone. Po chwili położna przewozi je w łóżeczku transportowym na salę pooperacyjną, na którą za chwilę przyjedzie także mama. A tam czeka już przygotowany do kangurowania tata – opowiada dr Bernatowicz-Łojko.

Czasem o tym, że będzie kangurować dowiaduje się niespodziewanie, w pośpiechu, zwłaszcza wtedy, gdy cesarka jest nieplanowana. Ale coraz więcej ojców słyszy o takiej możliwości w szkołach rodzenia i z góry prosi o możliwość kangurowania, jeśli zabieg jest wcześniej przewidziany.
– Mężczyźni są  zachwyceni, niesamowicie wzruszeni – mówi Janina Wroniecka, położna oddziałowa w toruńskim szpitalu i doradca laktacyjny. – To dla nich szczególne wyróżnienie, bo nawet jeśli tata uczestniczy w porodzie fizjologicznym, to pierwszą osobą, która kanguruje dziecko jest wówczas zazwyczaj mama. To taka nagroda dla niej za urodzenie. Cięcie cesarskie czasami traktowane jest przez rodziców jak porażka, że nie doświadczyli porodu do końca. Oczywiście mama jako pierwsza wita się z dzieckiem jeszcze na sali cięć cesarskich. Ma możliwość przytulenia, pogłaskania dziecka, przytulenia go do policzka. Ale pierwsze kangurowanie noworodka zarezerwowane jest wówczas dla taty i to jest taka dodatkowa nagroda dla niego. I mężczyźni tak to traktują.

Ojciec przytula nagiego noworodka do swojej nagiej klatki piersiowej. Położne układają maleństwo na brzuszkuw pozycji żabki, tak, by przylegało do ciała taty jak największą powierzchnią. Maluszek okrywany jest ciepłą pieluchą. Nie ma żadnego ryzyka, że dziecko zmarznie.

– O kangurowaniu przez tatę wiedzieliśmy już wcześniej ze szkoły rodzenia. Kiedy zapadła decyzja, że musi być wykonane cięcie, położna zapytała nas, czy chcemy, by odbyło się kangurowanie. Oczywiście, że chcieliśmy – mówi Agnieszka, mama dwudniowej Kingi. Dziewczynka śpi tuż obok, spokojnie, jakby nigdy nic. – Widziałam ją tylko przez chwilę. Mogłam się przywitać, dotknąć jej. Mąż czekał już w gotowości. Rozebrał się do połowy jak zalecano i przytulił małą. Wcześniej bał się, bo to taka kruszynka, ale potem chwycił ją bardzo pewnie i nie miał już żadnych obaw – dodaje Agnieszka. Mała Kinga spędziła w ramionach taty około godziny. W sali było ciepło, maleństwo przykryte było dodatkowo kocykiem. Od czasu do czasu podnosiło główkę, jakby rozpoznawało głos taty. – Byłam spokojna, wiedziałam, że mąż czeka na mnie z dzieckiem, że zaraz do nich dojadę. Kangurował ją przez cały czas do momentu, aż ja mogła z nią zostać. Było super – wspomina Agnieszka.

– Dzieci są dużo spokojniejsze, mniej płaczą – mówi dr Bernatowicz-Łojko. – Zauważają to też tatusiowie, mówią: Jak wziąłem je na ręce, to przestało płakać, uspokoiło się. To też buduje ich kompetencje ojcowskie, że zrobiłem coś takiego, co uspokoiło moje dziecko, potrafię to zrobić lepiej niż personel szpitala – kontynuuje. – Dzieci i mamy rozumieją się bez słów, jest miedzy nimi lepsza relacja. Rodzice, którzy kangurują swoje dzieci są bardziej wyczuleni na ich niepokój, nie zwlekają z podejściem do łóżeczka, wzięciem dziecka na ręce, szybciej reagują na jego płacz. Dzieci są spokojniejsze już tu, na oddziale, mniej płaczą.

– Nawet kangurowanie w późniejszych godzinach, czy dobach po urodzeniu daje świetne efekty. Zwłaszcza, jeśli w pierwszych dobach pojawią się jakieś trudności z karmieniem – dodaje Wroniecka – Dajemy się dziecku wyciszyć, pół godziny przytulania i patrzymy, co będzie dalej. Dzieciom  łatwiej wtedy zassać pierś. Czasem nie wiadomo, czy dziecko jest obolałe, czy ma złą pozycję przy piersi i nie chce ssać. Kangurowanie pozwala mu się wyciszyć, odpocząć. Wielokrotnie zdarzało mi się, że w czasie porady laktacyjnej dziecko po kangurowaniu pięknie zasysało pierś, a wcześniej nawet przez dwa dni nie potrafiło jej chwycić. Tatuś powiedział: gdybym nie zobaczył, nigdy w życiu bym nie uwierzył.
– Widzę na twarzach mam taki spokój, że tata jest, czeka na oddziale położniczym, że łatwiej im dotrwać do końca zabiegu, mają poczucie, że ich dziecko jest w rękach najbliższej osoby – dodaje dr Bernatowicz-Łojko.

Krok milowy

Decyzje o wprowadzeniu kangurowania przez ojców w toruńskim szpitalu podjęli ordynatorzy oddziału ginekologiczno-położniczego i neonatologicznego jako zalecenie do stosowania. Ale personel musiał się przyzwyczaić, oswoić z nową sytuacją. Dla niektórych to było szokujące.
– Jak to? Tatuś będzie się rozbierał? A włosy na piersiach? – śmieje się dr Bernatowicz-Łojko. – Było trochę zdziwienia wśród personelu, ale jak tatusiowie zaczęli się rozbierać, panie pielęgniarki i położne doszły do wniosku, że to wcale tak źle nie wygląda, jak się wydawało i przestaliśmy patrzeć na to, jak kobieta na mężczyznę, czy mężczyzna na kobietę, ale jak na sytuację, która ma poprawić dobry początek życia nowo narodzonego dziecka. I to jest najważniejsze.
Dla rzeczywistości szpitalnej to krok milowy. To zmiana spojrzenia na rodziców, ich kompetencje, miejsce i rolę przy porodzie. Czas, kiedy personel medyczny szpitala czuł się najważniejszy w kwestii porodu zdaje się przemijać.
 My, jako personel, nie możemy wkraczać w kompetencje rodziców i zastępować ich w rodzicielstwie. Mamy im dyskretnie towarzyszyć w narodzinach dziecka, stworzyć im jak najlepsze, jak najdogodniejsze warunki i jak największe bezpieczeństwo. To jest nasza rola i zadanie – stwierdza dr Bernatowicz-Łojko.